Braukunst Live! czyli festiwal made in Germany

2017-02-17
16732019_10208854830587773_153859922_o
Mieliśmy okazję uczestniczyć jako wystawcy w tegorocznej edycji Braukunst Live! w Monachium. To nie pierwszy festiwal na terenie Niemiec dla Kingpina, ale na pewno jeden z bardziej prestiżowych i z dłuższą historią (pierwsza edycja BKL to rok 2012).

Przez 3 dni mieliśmy okazję uważnie przyjrzeć się temu eventowi, porównując go do naszych rodzimych imprez piwnych.

Festiwal odbywa się w MVG Museum (muzeum techniki komunikacji miejskiej) w Monachium, w hali starej zajezdni tramwajowej. Wstęp na festiwal kosztował 20EUR za jednodniowy bilet. Jak na nasze kieszenie to dużo. Nie wyobrażam sobie festiwalu w Polsce, który byłby oblegany przez chętnych, sprzedając bilety po 85 zł. No, ale to inny system walutowy ;)

Kolejka na ok 50 metrów ustawiała się już przed otwarciem bram i to napawało optymizmem.

Szkło. Żaden z browarów nie serwował piwa w plastikowych kubkach. Każdy kupujący bilet wypożyczał Teku (sponsorem eventu był Rastal) i płacąc 5 EUR depozytu ruszał w regały. I tu ciekawostka – nie było punktów do płukania szkła, a wystawcy nie mieli myjek na stoiskach (byliśmy wyjątkiem wzbudzając małą sensację). Każdy wystawca dostawał specjalną skrzynkę wypełnioną czystym szkłem, gdy do stoiska podchodził klient z brudnym naczyniem, wymieniało mu się je na czyste i po kłopocie. Cały czas pomiędzy stoiskami krążyły ekipy wymieniające skrzynki z brudnym szkłem na te z czystym, szkło było myte w osobnym pomieszczeniu. Fajne rozwiązanie, zakładam tylko że drogie. No ale sponsor płacił ;)

Pojemności. Tu też ciekawostka. Po doświadczeniach z lat poprzednich organizatorzy narzucili wystawcom jedną możliwą do serwowania pojemność: 100 ml. Szkło było kalibrowane na „setkę” i tylko taką pojemność wolno było sprzedawać. Z jednej strony – fajnie, bo jest szansa na spróbowanie większej liczby piw zanim odetnie człowiekowi zasilanie, ale z drugiej, jak tu posiedzieć ze znajomymi przy 3 łykach piwa :)

No właśnie - siedzenie ze znajomymi? Jakie siedzenie? Na całym terenie festiwalu nie było miejsc do siedzenia. Jedyna przestrzeń gdzie dało się posadzić 4 litery to bar, a właściwie stołówka serwująca specjały lokalnej kuchni, czyli pajdę z wędliną i bałerngulasz suto okraszony gęstym sosiwem. Nie wiem, czy to ze względu na brak miejsca, czy taki jest zamysł organizatorów (nie spać, zwiedzać!) ale to naprawdę duży minus. Jednak festiwale piwne organizowane w Polsce maja tę kwestię ogarniętą dużo lepiej.

Skoro zatrzymaliśmy się przy jedzeniu, tu słabo. Beergeekowi trudno przetrwać cały dzień bez dobrej strawy, tymczasem wybór potraw był ograniczony – oprócz baru serwującego wspomniane wyżej specjały, był pan z tostami i pani z lokalnymi serami. To wszystko. Żadnych foodtrucków, nowofalowej, oryginalnej kuchni, bezglutenowych pierożków na parze czy hambuksów muśniętych dipem mango. Ale z drugiej strony do istniejących punktów nie było nigdy kolejek. Wot ciekawostka!

Pijecie kawę na festiwalach? Ja tak - mówię to z perspektywy wystawcy – po pracy do późnych godzin nocnych zwleczenie się z łóżka i przygotowanie stoiska do następnego dnia festiwalowego to bez kawy poważne wyzwanie. Na BKL kawy również się nie uświadczyło. Więc może to jakaś fanaberia wystawców, bo przecież nie po to się przychodzi na festiwal piwa, żeby pić kawę ;)

Rynek piw rzemieślniczych w rozumieniu nowofalowych stylów tzw. piwnej rewolucji nie jest jeszcze u naszych zachodnich sąsiadów tak rozwinięty jak w Polsce. Tam silne są lokalne, regionalne browary istniejące od dziesiątków czy nawet setek lat warzące najczęściej tradycyjne, niemieckie style piwne. Bawaria, której stolicą jest Monachium, to ostoja tradycyjnego niemieckiego piwowarstwa. Dlatego duża część wystawców to właśnie browary prezentujące takie podejście do piwa. Wśród wystawców były również koncerny (Paulaner) czy producenci surowców lub sprzętu. Na BKL była zdecydowanie większa i silna reprezentacja browarów zagranicznych. Ktoś powie: hola hola, niemiecka scena craft jest jeszcze w powijakach, więc muszą się ratować zagranicą. No tak, ale świeże spojrzenie na piwo nam też dobrze zrobi. Dlatego z uwagą obserwuję tegoroczne edycje Warszawskiego Festiwalu Piwa i organizowany przez Tomka Rogaczewskiego One More Beer Festival.

Czy warto było wziąć udział w Braukunst Live? Tak. Kilkanaście ciekawych spotkań, które miejmy nadzieję zaowocują, mnóstwo wypitych świetnych piw (Kriek of Telemark od Nøgne Ø czy Kwasimodo od Freigeist Bierkultur do dziś za mną chodzą :) ) i ciekawe doświadczenie: zarówno jako gość, jak i jako wystawca. Polecam tego allegrowicza.

Bartek
Udostępnij:

Kingpin jest tylko dla dorosłych Kingpin is only for adults

Czy masz ukończone 18 lat? Are you over 18 years old?

Niniejsza strona internetowa korzysta z plików cookies, które mogą być zapisywane na twardym dysku Twojego komputera.
Wchodząc na stronę wyrażasz zgodę na używanie plików cookies.
This site uses cookies. By continuing to browse the site, you are agree to our use of cookies.